Prawdopodobnie znalazłem siedzibę tego, czego najbardziej nienawidzą wszyscy rastafarianie na świecie, łącznie ze ś.p. Bobem Marleyem (kto nie wie osochodzi niech sobie poczyta). Jeżeli wierzyć rastafarianom (“…biada, biada, biada, Babilon upada…“) , wystarczy żeby ten sympatyczny sklep spożywczy z podwarszawskiego Legionowa zbankrutował a świat wnet stanie się szczęśliwszy. Zatem dredy w garść, i do dzieła – wystarczy jeden donos do skarbówki, niech Jah będzie z Wami!
….przez jakiegoś najprawdopodobniej chińskiego hackera. Dobrał mi się do dziury w Wordpressie. Na szczęście nie skasował bazy danych i po krótkiej walce wracamy na antenę. Mam nadzieję że zmotywuje mnie to do pisania, bo na blogu dość dawno się nie pojawiałem. Absurdy zostały przysypane śniegiem i porządnie przemrożone.
Myślałem że nic już mnie w moim ukochanym kraju nie jest w stanie zaskoczyć. A jednak! Takie coś wyczytałem: “Gimnazjaliści z parafii św. Jadwigi w Gryfowie Śląskim, którzy chcą przystąpić do bierzmowania, muszą odciskiem linii papilarnych potwierdzić uczestnictwo we mszy. Czytnik zainstalował wikary parafii, ksiądz Grzegorz, ponoć na wniosek rodziców (…)”.
Niech się gimnazjaliści cieszą że procedura jest wysoce uproszczona, sterylna i zelektryfikowana. Mogło być i gorzej, i bardziej zgodnie z Pismem. Żeby nie pozostać gołosłownym, przytoczę biblijną instrukcję pewnego obrzędu z użyciem palców młodzieży (Księga Kapłańska, rozdział 9):
“Następnie Mojżesz obmył wodą wnętrzności i nogi barana i zamienił w dym całego barana na ołtarzu. To było całopalenie, miła woń, ofiara spalana dla Pana, tak jak nakazał Pan Mojżeszowi. Aaron i jego synowie włożyli ręce na głowę barana. Mojżesz zabił go, wziął trochę jego krwi i pomazał nią wierzch prawego ucha Aarona, duży palec jego prawej ręki i duży palec jego prawej nogi. Potem Mojżesz kazał się przybliżyć synom Aarona i pomazał krwią wierzchy ich prawych uszu, duże palce ich prawych rąk i duże palce ich prawych nóg. Resztę krwi wylał Mojżesz dokoła ołtarza. Potem wziął tłuszcz, ogon i cały tłuszcz, który jest na wnętrznościach wraz z płatem tłuszczu, który okrywa wątrobę, a także obie nerki z ich tłuszczem i prawą łopatkę.”
Z litości dla młodzieży z Gryfowa nie wspomnę o miłej dla nozdrzy woni palonego barana oraz bardzo apetycznym rozlewaniu tłuszczu na ołtarzu. Z drugiej jednak strony dzisiejsza młodzież, wypasiona na rozmaitej maści kebabach i innych fast foodach, powinna być do takich rzeczy przyzwyczajona…
Wiem, wiem, dawno nic nie było nowego. Może nagle znajduję więcej sensu w rzeczywistości? A może leniwy jestem? A może jest za zimno? Pewnie wszystkiego po trochu. To tak gwoli rozgrzewki (za oknem -20 st. C) – dziś ze zgrozą przeczytałem w Internecie, że polskie firmy produkujące parówki utajniają wszystkie dane o produkcji parówek. Pytanie dlaczego? Oficjalne odpowiedzi brzmią typowo: tajemnica handlowa, boimy się konkurencji itp. Ja jednak wyczuwam tu jakąś Mroczną Tajemnicę. Być może w klimacie podobną do tej ze słynnego filmu Braci Coen?
Dość oryginalny system transportu świeżego mięska funkcjonuje w gdańskim sklepie “Zatoka” przy tzw. Manhattanie. Wyobraźmy sobie panią, która wkłada świeże mięsko do brudnego pojemnika, następnie brudnym butem kopie pojemnik który przelatuje przez Tajemniczą Brudną Dziurę w ścianie, a druga pani wyciąga to mięsko i kładzie na ladę chłodniczą. Tak właśnie ten system działa, dodajmy że mięsko nie jest w nic pakowane, ot tak, na żywca sobie leci przez widoczny na zdjęciu, estetyczny otwór w ścianie. Nadesłała eMZeta, dziękuję! Życzymy smacznego i pamiętajmy, że klient w krawacie jest mniej awanturujący się.
Siedzę w domu, za oknem leje, jest zimno, ponuro, mi jest zimno, ponuro trochę też, i tak sobie myślę, że jako nacja mamy trochę pecha. Dlaczego potencjalnie radosne święto jakim jest Dzień Niepodległości, musiało akurat wypaść w listopadzie, najbardziej paskudnym miesiącu w roku!? Amerykanie mają swojego 4 lipca, mogą zatem umówić się z ziomalami na grilla i piwo i poświętować w temperaturze co najmniej pokojowej na dworzu, gdzie jasno będzie do 21:00. A w Polsce o trzeciej po południu robi się ciemno, więc czaimy się w chatach i blokach, z flaszką albo i bez, z utęsknieniem wyglądając co najmniej maja.
PS: komuniści mieli więcej farta: 1 maja, 22 lipca. Tylko Rewolucja Październikowa głupio wypadła :-)






